poniedziałek, 3 grudnia 2012

Brytyjski luz i francuska biurokracja


Brytyjski luz i francuska biurokracja

Autorem artykułu jest Piotr Napierała

Choć jestem germanofilem w szerszym kontekście (tj. z germanów najbardziej lubię Anglików i Holendrów:), lubię też Francję i podziwiam jej kulturę; Moliera, Voltaire'a, Rameau, Dumasa(ów) itd. Wszystko to wspaniałe, ale jednej rzeczy u nich nie trawię - ich ducha biurokratycznego.


Podczas ostatniego (luty-marzec 2010 r.) mojego pobytu w Paryżu natknąłem się na owego ducha kilkukrotnie. Wczoraj przyszedłem do Opery Garnier i chciałem - ni mniej ni więcej - tylko zrobić zdjęcie 4 statuom przedstawiających kompozytorów (Rameau, Lully, Gluck i Haendel), stojącym w hallu. Okazuje się, że już nie można do tego hallu wejść normalnie, tylko trzeba kupić bilet na zwiedzanie wnętrz opery - jakby to był co najmniej Versailles - a to młodziuchna XIX wieczna budowla! Poza tymi statuami to nie ma co oglądać - wszystko jak w operze np. poznańskiej, czy wiedeńskiej, do których można wejść normalnie - wiem bo kiedyś zwiedziłem Opera Garnier bez biletu - kilka lat temu Paryżanom nie odbiło jeszcze do końca...
Tym razem do opery wszedłem przez sklep opery, gdzie kupiłem książeczkę o moim ulubionym Rameau, a stamtąd widziałem już upragnione rzeźby i mogłem im zrobić zdjęcie, jednak stałem zbyt daleko od nich by ujęcie było skuteczne, wiec chciałem postąpić kilka kroków do przodu, co okazało się impossible, bo w ten sposób wychodziłem z przestrzeni sklepowej. Na granicy siedziała cerberka i polowała na takich jak ja. Chciałem grzecznie kupić bilet i obszedłem cały budynek by skorzystać z "właściwego" wejścia - ale tam okazało się, ze muszę czekać z tymi, którzy kupują bilety na spektakle czyli ujrzałem przerażającą Warteschlange - wkurzyłem się i zrezygnowałem z całej operacji.

Najgorsza jest niechęć Francuzów do maciupeńkiego (przepuścić mnie 3 metry poza przestrzeń sklepową na kilka sekund pod kontrolą cerberki) naciągnięcia reguł. Czy to jest kraj wolności? Nie są oni w ogóle nastawieni na pomoc drugiemu. Coś co wykracza poza utarte reguły wywołuje zdziwienie. Przedstawiciel prawdziwego narodu wolności - pewien Anglik zapędził się w te rejony co i ja chciałem i został zawrócony okrzykami francuskiej cerberki; ze nie wolno tamtędy, a on na to:
-why not?
Ja na to: - it's a good question!
on: - it's always good question!

Opowiedziałem mu o mojej prośbie i frustracjach (byłem juz po lekkim nagadaniu cerberce, że: "wy Francuzi jesteście straszliwie biurokratyczni" - wyprowadzić mnie z równowagi jest dość ciężko, ale im się udało), po czym jego partnerka (żona lub przyjaciółka) - nota bene Francuzka, zaczęła mi i pośrednio także niemu tłumaczyć, że "nie, bo to trzeba tak i tak, tam jest drugie wejście itd..."
on na to do mnie: well, It's the french way
ja: yes, very french...
ona (francuska towarzyszka Anglika): pffff
Właśnie wolność dla Francuzów (La pays de la liberte - koń by się uśmiał) to: pfffff. Oni nawet już tego nie rozumieją, że nie trzeba się wszędzie ustawiać, numerować, czekać i dostosowywać do reguł. Tylko Anglik mnie zrozumiał - i to w lot!

It's always good question czemu nie wolno tego, czy tamtego, co nikomu nie szkodzi, a mnie pomóc może - tak mówi naród wolny, a jak pomyślę, ze Brytyjczycy nie mają dowodów osobistych, to wręcz kocham ten naród! Dla Anglików wolność to konkretne swobody, dla Francuzów - ujadanie na Ludwika XVI, choć za jego czasów nawet kanapki sprzedawano na sali operowej i w ogóle był większy luz.

To samo w BNF czyli narodowej bibliotece Francji. 2 i pół godziny czekania by dostać kartę wstępu dla researchera i potem rozmowa z przedstawicielem BNF. W analogicznej rozmowie w Londynie z przedstawicielem British Library (czekałem 10 minut) we wrześniu ubiegłego roku, Anglik wczuł się w moją sytuację i dał mi rady z czego jako historyk mogę skorzystać, gdzie są manuskrypty, gdzie mikrofilmy a gdzie opracowania. Francuz teraz skupił się na ustaleniu mojej tożsamości i dał mi kilka rad, które były raczej bez wartości. problemem nie była bariera językowa, bo gadałem z nim po francusku (on, jak sam mówił: "very few english", czyli: parlait tres peau anglais), lecz umysłowa - nastawienie na kontrolę, nie na pomoc jednostce.

W BNF, inaczej niż w BL, trzeba rezerwować miejsce na dany dzień, co wyklucza jakąkolwiek elastycznosć pracy i planowania dnia. Jak raz dostałem jeden mikrofilm, to okazało się, że muszę dostać miejsce przy odpowiedniej maszynie, a co za tym idzie - nie dostać już normalnego, tylko po zakończeniu korzystania z mikrofilmowej maszyny, zgłosić zakończenie korzystania i otrzymać normalne miejsce. Bibliotekarz, który załatwił mi miejsce przy maszynie mikrofilmowej nie wiedział, ze mnie do niej nie wpuszczą z książkami, bo tych nie można wynosić poza... blablabla. Musiałem chwilowo oddać książki by pójść 10 metrów dalej z mikrofilmem - znowu to co w operze! A właściwie to było wcześniej chronologicznie o kilka dni. Znowu; reguły i utrudnienia. Teraz wiem, ze najlepiej o nic nie pytać, to nikt ci nie zwróci uwagi. Ale naiwnie pamiętałem z Anglii, ze bibliotekarze są empatyczni. Ci - mniej.

To nie koniec utrudnień, których BL i Anglia nie znają. Dodatkowo sprawa muzeów. Zwykle nie daję się nabrać na chwyty reklamowe, ale tu raz postanowiłem skorzystać, że muzea państwowe, w pierwszą niedzielę miesiąca są darmowe, ale akurat Musee de L'Armee w Hotel des Invalides - nie - myślałem, że ich kopnę w tyłek! Co miałem robić kupiłem bilet i tyle. Ale sama zasada, jest znów symptomatyczna. Muzea są odpłatne (w Londynie wszystkie państwowe muzea są darmowe z wyj. Mme Tussauds, dzięki pani Thatcher) to niech już będą i koniec, bez takich ochłapów dla ludu!

W Paryżu ludzie są generalnie mili, mówią po angielsku często lepiej niż w Polsce i lubią turystów (stereotypy ne fonctionnent pas en ce cas), ale duch kontroli ciągle gdzieś się czai. Czuję się tu jednak czasem (mimo znajomości francuszczyzny) brytyjskim turystą w obcym mieście...
---

http://anderelanderanderesitten.blogspot.com
http://baroquecomposers.blogspot.com
http://wolterianizm.blogspot.com
http://piotrnapierala.blogspot.com

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Polskie miasto jednym z dziesięciu najpiękniejszych


Polskie miasto jednym z dziesięciu najpiękniejszych

Autorem artykułu jest Marcin Górski

W listopadowym numerze wydawanego w Ameryce jednego z najbardziej prestiżowych na świecie podróżniczych czasopism "Condé Nast Traveler", opublikowano listę najpiękniejszych na świecie miast, wysp, hoteli, kurortów, a także najlepszych linii lotniczych i statków wycieczkowych.
Prawie 47 tys. głosujących czytelników oceniało te miejsca na świecie, do których dotarli osobiście. Dzięki stworzonej przez czytelników liście w te miejsca prawdopodobnie podążą inni, aby osobiście się przekonać o ich wyjątkowości. Stworzony ranking pomoże im również przy dokonaniu przed podróżą wyboru przewoźnika.
Kraków
Doceniono walory staropolskiej stolicy
Miłą dla nas niespodzianką jest fakt, że w dziesiątce najpiękniejszych miast naszego kontynentu znalazła się Stolica Małopolski, Kraków, zajmując na liście ósme miejsce, ex aequo ze stolicą Czech - Pragą. W przeprowadzonym przez czasopismo jubileuszowym 25 rankingu, wygrała przepiękna włoska Florencja, która uplasowała się również na wysokiej, bo aż trzeciej pozycji miast świata. Pierwsze miejsce w ogólnoświatowej skali zajął Charleston w USA, a drugie Kapsztad w RPA.
Kraków-Praga
Oba miasta uzyskały po 78,4 punkty. Polskiemu miastu największe oceny przyznano za atmosferę i przyjazność, a najmniej punktów uzyskało za robienie zakupów. Pragę wyprzedziliśmy właśnie w kategorii przyjazności. Wyżej niż w czeskiej stolicy oceniono też kuchnię krakowskich restauracji. Praga za to pokonała nas wyższym poziomem wydarzeń kulturalnych. Przed polskim i czeskim miastem na rankingowej liście znalazła się będąca miastem kochanków wspomniana Florencja, po niej niezwykle bajkowa katalońska Balcerona, wieczne miasto Rzym, miasto zakochanych Paryż, roztańczony walcem Wiedeń, położona na wodzie Wenecja i piękny Budapeszt. Europejską listę najpiękniejszych miast zamyka austriacki Salzburg.
W oczekiwaniu na turystów
Skoro świat się już o Krakowie dowiedział, możemy teraz tylko mieć nadzieję, że miasto na tym tylko zyska. Dodatkowym atutem, bardzo ułatwiającym poznawanie go jest fakt, że posiada ono wysoko oceniany wśród podróżnych (według innego rankingu), międzynarodowy port lotniczy. Lotnisko Kraków im. Jana Pawła II obsługują rejsowe, czarterowe i cieszące się na całym świecie dużą popularnością tanie linie lotnicze. Wielu turystów świata z pewnością zachęcą do odwiedzenia naszego miasta proponowane tanie loty do Krakowa.
Inne naj na liście
Gorzej od Krakowa mają się niestety polskie hotele. Mimo że zgłoszono w tym roku rekordową liczbę uczestników rankingu, niestety żaden polski obiekt nie znalazł się w wyróżnionej 100-tce. Oprócz Krakowa, Polska niestety nie znalazła się już w żadnej innej części rankingu. Maksymalną ilość 100 punktów zdobył w tym roku tylko jeden uczestnik, położony nad Morzem Koralowym u wybrzeży Australii Hamilton Island, będącej największą na świecie rafą koralową, australijski tropikalny kurort Qualia z plażą. Zaś luksusowych ośrodków najwięcej jest w Afryce.
---

Źródło - LotniskoKrakow.com

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Bułgaria, jakiej nie znacie


Bułgaria, jakiej nie znacie

Autorem artykułu jest Barbara Mystkowska

Bułgaria to kraj nietypowy i zarazem trochę już dziś chyba zapomniany. Podążając za panującą wakacyjną modą, swoje urlopy najczęściej spędzamy w państwach położonych w basenie Morza Śródziemnego, takich jak Turcja, Egipt czy Hiszpania.
Zapominamy, że stosunkowo niedaleko możemy spędzić czas równie interesująco, jak na przykład w Bułgarii. Poza tym kierunek ten jest stosunkowo tani, jeśli chodzi o zakwaterowanie. Noclegi w Bułgarii to wydatki stosunkowo niewielkie. Apartament można wynająć tu już od 150 zł za dobę. Jeszcze tańsze okazują się zwyczajne bazy, w których można przespać się nawet za 40 złotych za dobę, będąc jednocześnie nad samym morzem.
Bułgaria to przede wszystkim Sofia – stolica państwa, której nazwa wzięła się od imienia córki rzymskiego władcy – Zofii. Sofia, zwana także Paryżem wschodu, zaskakuje swoim bogactwem, wielokulturowością i po poznaniu zmienia stereotypy szarego i brudnego miasta na całkiem przyjazne i ciekawe architektonicznie miejsce. Jednym z najważniejszych zabytków miasta jest Cerkiew Mądrości Bożej - budowla o znaczeniu symbolicznym dla całej Bułgarii, posiadająca niezwykle ciekawą historię. Jej początki sięgają 311 roku. W całym okresie swego istnienia, z racji wielu najazdów i zniszczeń, świątynia była wielokrotnie odbudowywana i odnawiana. Co ciekawe, bazylika ta nie posiada dzwonnicy, mimo to dzwon wybija godziny. Jak to możliwe? Otóż dźwięk rozlega się z zawieszonego na gałęziach drzew otaczających mury kościoła dzwonie, który wyraźnie widoczny jest w okresie jesienno-zimowym, kiedy to na drzewach nie ma już liści. Jak podaje historia, dzwon zawisł w tym miejscu po to, by przywitać rosyjskich żołnierzy ogłaszających wyzwolenie spod panowania tureckiego.
Najbardziej elegancką ulicą w Sofii jest tzw. bulwar Witosza, zachęcający co krok do odwiedzenia kolejno odkrywanych knajpek, pubów i restauracji. Zabawy nierzadko trwają tu do białego rana.
Ogromnym atutem Bułgarii jest kuchnia bułgarska - mieszanka potraw mięsnych i lekkich zup i sałat. Wśród tradycyjnych potraw znajdują się: ziemniaczana zapiekanka z bakłażanem i mięsem (musaka), zupa z białej fasoli (bob czorba) lub chłodnik jogurtowy z dodatkiem zielonych ogórków. Miłośników mięsa zachwyci z pewnością szaszłyk z baraniny zwany kebatczet, zaś fani słodkości muszą koniecznie spróbować baklawy – popularnego ciasta/deseru z bakaliami.
Spędzając czas za granicą, również w Bułgarii, warto poświęcić chwilkę po to, by prowadzić blog wakacyjny. Ta coraz popularniejsza forma zapisu wspomnień i przeżyć to nie tylko swoisty rodzaj wirtualnej komunikacji, ale również elektroniczna wersja pamiętnika, rodzinnego albumu oraz istotne i ważne źródło informacji dla osób, które go czytają.
---
http://www.blizejwakacji.pl/
http://www.amfora.biz.pl/

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Na tropie Wielkiej Piątki


Na tropie Wielkiej Piątki

Autorem artykułu jest Darek Hencner

"Wielka Piątka Afryki", to niegdyś wymarzone trofea dobrego myśliwego. Współcześnie, zwierzęta zaliczane do "Big Five" są pod ochroną i znajdują się na liście "atrakcji do zobaczenia" u każdego turysty odwiedzającego Południową Afrykę.
Kiedy planujesz wyjazd na safari do Afryki Południowej, wcześniej czy później natkniesz się na reklamy z „Big Five”, czyli Wielką Piątką Afryki. Nikt naprawdę nie wie, kiedy pojawiło się to określenie, przypuszczalnie pierwsi myśliwi przybyli z Europy uważali słonia, bawoła afrykańskiego, lwa, nosorożca czarnego i lamparta za najniebezpieczniejsze i najtrudniejsze do upolowania zwierzęta. Myśliwy, który miał w swoim zbiorze trofea z tych właśnie zwierząt, mógł być z siebie dumny. Z czasem, niektóre z tych zwierząt objęto ochroną, inne cały czas są dostępne dla myśliwych, ale cena za trofeum jest niewyobrażalnie wysoka.
Określenie „Wielka Piątka Afryki” nabrało ostatnio znaczenia komercyjnego w turystyce i stało się hasłem reklamowym wielkich parków Afryki Południowej. Stało się jasne, że turyści przygotowani są płacić wysokie sumy za zobaczenie Wielkiej Piątki w naturze. Z przeprowadzonych ankiet na terenie kempingów w Parku Narodowym Krugera wynika, że przeciętny turysta z Europy gotowy jest zapłacić 450 zł za zobaczenie lamparta, 400 zł za lwa, 300 zł za nosorożca, 263 zł za słonia i 200 zł za bawoła. Park Narodowy Krugera odwiedza rocznie około milion osób rocznie, co daje utrzymanie dla 300 000 do 600 000 osób mieszkających w okolicach parku. Przeciętny turysta wydaje tutaj ok. 4000 zł, zwiedzający są gotowi zapłacić 34,64% tej sumy, żeby zobaczyć Wielką Piątkę. Stało się możliwe ustalenie, jakie zyski dla parku przynoszą zwierzęta. Przykładowo, jeśli średnia długość życia lamparta wynosi 15 lat, i jest on widziany przez 5000 turystów rocznie, lampart przynosi 2 272 000 zł zysku dla parku. Stwierdzono, że turystyka oparta na obserwacji zwierząt w Afryce Południowej generuje tyle dochodu, co rolnictwo i rybołówstwo razem wzięte. Obszary chronione to jeden z najszybciej rozwijających się sektorów w RPA, przemysł ma tendencję spadkową. Sam fakt, że park narodowy ogłasza Wielką Piątkę, nie oznacza, że ją zobaczymy. Z reguły łatwe do spotkania są słonie, nosorożce białe, bawoły. Trudniej jest zobaczyć lwy i lamparty, bo są to drapieżniki z łatwością ukrywające się w bujnej roślinności. Nikt nie może dać gwarancji, co zobaczymy na safari. Wielu naszych zagranicznych turystów uważa, że zwierzęta można spotkać zaraz po wyjechaniu z Johannesburga. W rzeczywistości wymaga się dobrego planowania i dobrego przewodnika, żeby zobaczyć Wielką Piątkę Afryki.
Park Krugera oddalony jest pięć godzin jazdy od Johannesburga, dlatego na udane safari musimy poświęcić co najmniej 4 dni. Pierwszy dzień marnujemy na dojazd, w czwarty dzień wyjeżdżamy z rana, żeby mieć jeszcze szansę na zobaczenie po drodze Trasy Panoramicznej. Jeśli nie mamy tyle czasu, polecam safari w parku Pilanesberg o powierzchni 55 000 ha. Park powstał na prastarym kraterze wulkanu z zaporą wodną Mankwe w jego centrum.Ta unikalna struktura ukształtowana została przez aktywność wulkaniczną jakieś 1200 milionów lat temu. Dzięki zróżnicowanej roślinności spotyka się tutaj wiele gatunków zwierząt, począwszy od "Wielkiej Piątki", do 50 gatunków większych ssaków, 354 gatunków ptaków, 65 gatunków gadów, 18 gatunków płazów i wielu innych interesujących małych zwierząt. Możemy je fotografować w malowniczej, skalistej scenerii. Dojazd z Johannesburga jest łatwy, zajmuje trochę ponad 2 godziny, dzięki drodze specjalnie wybudowanej do Sun City. Drugi stosunkowo bliski park z Wielką Piątką to Mabula Game Reserve. Jest dużo mniejszy niż Pilanesberg, o powierzchni tylko 12 000 ha, ale warty zobaczenia. Na stokach masywu górskiego Waterberg zobaczysz wiele zwierząt we wspaniałej scenerii. Rezerwat Mabula znajduje się niedaleko Pretorii, w okolicach znanych gorących źródeł Bela Bela.
Galeria Wielkiej Piątki
Słoń, przedstawiciel Wielkiej PiątkiLampart, zaliczany do Wielkiej Piątki
Nosorożec, Wielka Piątka
Lew, najważniejszy przedstawiciel Wielkiej Piątki
Bawół Afrykański
---

Darek Hencner, turysta, miłośnik wycieczek do Afryki

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Bushmans Kloof - 5* luksus w afrykańskim buszu


Bushmans Kloof - 5* luksus w afrykańskim buszu

Autorem artykułu jest Waldemar Delekta

Jeśli marzysz o odpoczynku w kolonialnym luksusie w afrykańskim buszu, polecamy rezerwat Bushmans Kloof, położony około 270 km od Kapsztadu. Spotkasz tam 35 gatunków ssaków, 150 gatunków ptaków, ale najciekawsza jest roślinność, aż 755 gatunków roślin.
Położony 270 km od Kapsztadu na łonie wspaniałych gór Cederberg, 7500 hektarowy rezerwat Bushmans Kloof (Klif Buszmenów) łączy ducha Buszmenów - najstarszych mieszkańców Afryki - ze współczesnością. Z otwartymi równinami przerywanymi tylko wykwintnymi monolitami piaskowca, z krystalicznie czystymi wodospadami i bogactwem rodzimej flory i fauny, pięciogwiazdkowy hotel jest idealnym miejscem na odpoczynek.
Główny lodge w Bushmans Kloof spoczywa w imponującym ogrodzie z widokiem na skalne baseny i strzeliste skały, gdzie kolorowe i ciekawe formacje skalne przekształcają się z nastrojami pór dnia. Żwirowe ścieżki prowadzą do każdego z 16-stu pomysłowo rozmieszczonych i indywidualnie urządzonych obiektów, z których najwspanialszy to apartament dla nowożeńców.
W naszym domku - typu deluxe - jest duży salon, przytulny kominek, biurko z marmurowym blatem, nawet dla najbardziej wymagających wygodne łóżko.

Na ścianie znajdziesz panel z wyłącznikami w stylu kokpitu samolotu - pełną kontrolę nad nastrojowym oświetleniem.
Każdy apartament ma patio otoczone ogrodem z wygodnymi leżakami plenerowymi.
Jeśli jednak wolisz coś bardziej prywatnego, Koro Lodge to stary dom przekształcony w luksusową prywatną willę w zacisznej okolicy rezerwatu, położony w odległości 4 km od głównej loży. Może pomieścić do ośmiu osób i jest bardzo popularny wśród rodzin z dziećmi. Koro Lodge posiada dedykowanego kucharza, gospodarza i przewodnika, jak również dostęp do prywatnego basenu.
Gdziekolwiek zdecydujesz się na pobyt w rezerwacie, Relais & Urok Chateaux dba o najmniejsze szczegóły, począwszy od obiektów, żywności i snu, smakołyków do dyżurowych usług. Bushmans Kloof specjalizuje się w doskonałej restauracji
a szef kuchni Floris Smith wykorzystuje swój współczesny przylądkowy styl kulinarny. Większość produktów uprawianych jest lokalnie, w sposób organiczny, często uprawiane w domu - do menu, odzwierciedlającego eklektyczne smaki Florystycznego Regionu Przylądkowego. Na obiad będziesz wybierać coś z dużego menu potraw RPA lub dania polecane przez szefa kuchni ze starannie wybranymi trzy daniowym zestawem.
Herbata Rooibos, rosnąca tylko w Regionie Cederbergu, daje proste przepisy wynalezione przez europejskich osadników. Polecamy  pieczeń z perliczek i kurczak z kolendrą i limą.
Pasja szefa kuchni przedstawia się w wielu różnych, unikalnych miejsc gastronomicznych na terenie loży. Śniadanie ze świeżych owoców, jajecznicy na bekonie, delikatnych zapiekanek podawane jest w restauracji Makana z widokiem na zaporę, lilie wodne i kaczki.
Zimna wołowina z marmoladą z czerwonej cebuli (ciabatta) podawana jest na lunch na tarasie
obok basenu z podgrzewaną wodą.
Kolacja z napojami alkoholowymi podawana jest nad rzeką, gdzie migające gwiazdy i płonące ognisko stwarzają miłą atmosferę.

Bushmans Kloof to prawdziwa mekka dla miłośników przyrody, spotyka się tutaj 35 gatunków ssaków, 150 rodzajów ptaków i 755 rodzimych gatunków roślin, w tym Bushman Kloof' własna „Cederberg Seven”- siódemka unikalnych drzew i krzewów nie spotykanych nigdzie
indziej na Ziemi.
Spędzanie wolnego czasu w rezerwacie polega na poznawaniu tego unikalnego środowiska unikalnego pustynnego z jedyną w swoim rodzaju formacją skalną.
Ulubiony przez turystów jest poranny wyjazd w skaliste góry z eksponatami sztuki naskalnej Buszmenów. W Heritage Centre turyści mogą oglądać eksponaty Buszmenów.
Kolorowe tablice przedstawiające ich styl zbieracko- myśliwski życia. Inne zajęcia obejmują
wędrówki wzdłuż dwóch oznakowanych tras - Mountain Trail - 3 km i Rivertrail - 6 km - a także kolarstwo górskie, kajakarstwo, pływanie, oglądanie gwiazd, wędkarstwo, łucznictwo.
Akacja dodają cień Skaliste baseny wKlifie BuszmenaJeziorko w Bushman kloofSkaliste baseny wKlifie BuszmenaObiad w Busymen klif
---

Waldemar Delekta

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Atrakcje Bieszczad


Atrakcje Bieszczad

Autorem artykułu jest Edyta

Bieszczady, czyli inaczej Karpaty Wschodnie, to jedne z najpiękniejszych polskich gór. Decyduje o tym nie tylko panorama bieszczadzkich połonin, ale także stosunkowo niewielkie zagospodarowanie turystyczne, sprawiające, że Bieszczady należą do najbardziej spokojnych i nie do końca odkrytych części Polski.
Największą atrakcją Bieszczadów są oczywiście wspaniałe góry z wieloma szlakami pieszymi. Najwyższym szczytem gór jest Tarnica (1346 metrów n.p.m) z charakterystycznym metalowym krzyżem. Szczególną popularnością wśród turystów cieszą się również Połoniny (Caryńska i Wetlińska). Połoniny to z jednej strony nazwy szczytów, z drugiej natomiast nazwa formacji roślinnej trawiastej właściwej dla Bieszczad.
Bieszczady wyróżniają się również niezwykłą fauną – mieszka tam bowiem kilka gatunków niespotykanych w innych częściach naszego kraju. Przede wszystkim jest to wąż Eskulapa, niejadowity wąż-dusiciel, którego rozmiary mogą przekraczać dwa metry. Poza wężem Eskulapa na bieszczadzkich szlakach można spotkać również wilka, rysia, żbika, a nawet niedźwiedzia czy żubra! Jak wspomniano, w Bieszczadach istnieje bardzo niewiele schronisk, co wynika m.in. ze złożonej i często tragicznej historii tego regionu. Jej symbolem w Bieszczadach jest również duża liczba cerkwi – prawosławnych i greckokatolickich, z których duża część stoi pusta i opuszczona. Cerkwie te z pewnością zainteresują turystów z zacięciem krajoznawczym.
Osoby, które prócz rozrywek górskich szukają odpoczynku także nad wodą, z pewnością ucieszą się na myśl o relaksie nad zbiornikiem Solińskim. Zbiornik ten powstał w 1968 roku jako miejsce retencji wody i ochrona przed ewentualnymi powodziami. Z wody zbiornika korzysta również elektrownia wodna. Dzięki utworzonemu zbiornikowi, znacząco wzrosła atrakcyjność turystyczna okolicznych wsi (przede wszystkim samej wsi Solina, a także uzdrowiska Polańczyk). Zbiornik Soliński jest obecnie silnie wykorzystywany turystycznie, pływają po nim żaglówki i stateczki dla turystów, wielu turystów uprawia również windsurfing. Do innych bieszczadzkich atrakcji należy również przejażdżka kolejką wąskotorową (Bieszczadzką Kolejką Leśną), a także wizyta na Krzemieńcu – bieszczadzkim szczycie, na którym zbiegają się trzy granice: polska, ukraińska i słowacka.
Poszukując noclegu w Biszczadach mamy do wyboru dwie najbardziej rozpowszechnione formy – wybór kwatery prywatnej lub… własnego namiotu. W Bieszczadach spotkamy niewiele hoteli i eleganckich pensjonatów, wszędzie jednak spotkamy się z gościnnością mieszkańców i wspaniałą niezwykłością gór.
---

Więcej informacji na temat Bieszczad oraz sprawdzonych obiektów turystycznych do znalezienia tutaj Bieszczady

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Oko w oko z afrykańskim lwem


Oko w oko z afrykańskim lwem

Autorem artykułu jest Darek Hencner

W Parku Krugera w Republice Południowej Afryki spotkasz wiele zwierząt, dosłownie w zasięgu ręki. Możliwy jest nawet kontakt wzrokowy z samym królem zwierząt. Zdaniem doświadczonych turystów, kiedy staniesz oko w oko z lwem, na zawsze zakochasz się w Afryce. 
Tak samo jak piosenka, która nie chce cię zostawić, spotkanie z lwem zostanie w twojej pamięci do końca życia.
Dzieje się tak z większością turystów odwiedzających Park Narodowy Krugera. Ten olbrzymi obszar afrykańskiej sawanny, większy niż Izrael, jest miejscem, gdzie podróżnicy z całego świata przybywają, żeby zobaczyć w naturalnych warunkach "Wielką Piątkę Afryki", czyli lwa, słonia, bawoła, nosorożca czarnego i lamparta. Wybierają Park Krugera, bo jest najbardziej znany dzięki rozwiniętej infrastrukturze, asfaltowym drogom, komfortowym kempingom i niewygórowanym cenom. Praktycznie jesteś pewien, że na miejscu spotkasz to, czego oczekujesz, nigdy nie będziesz rozczarowany. Wiele kempingów organizuje piesze wędrówki w grupach liczących do ośmiu osób. Dobrze znający afrykańskie realia przewodnicy zdradzają wiele ciekawych sekretów afrykańskiego buszu. Wiele pieszych wycieczek cieszy się aż tak wielką popularnością, że rezerwacji musisz dokonywać na rok wcześniej. Jeśli chcesz zobaczyć jeszcze więcej, od grudnia 2002 roku dostępny jest transgraniczny park Great Limpopo Transfrontier Park, łączący PN Krugera z sąsiednimi rejonami chronionymi na terenie Mozambiku i Zimbabwe.
Park Narodowy Krugera zalicza się do kategorii: "atrakcje światowe, które musisz zobaczyć, zanim umrzesz".
Historia Krugera jest tak samo fascynująca, jak i sam park. Tereny te były zamieszkałe przez naszych przodków (Homo erectus) już 500 tysięcy lat temu. Następnie pojawiła się ludność Epoki Kamienia, San, Epoki Żelaza i wreszcie współcześni Afrykańczycy i Europejczycy.
Odkryto tutaj 254 miejsc noszących ślady naszych przodków i 130 miejsc z malowidłami naskalnymi. Warte polecenia to Thulamela i Masorini. Thulamela położona jest na północnym końcu terytorium parku, przypuszczalnie powstała w czasach rozkwitu handlu kością słoniową ponad 1000 lat temu. Lokalna ludność, znana obecnie Shona, handlowała z chińskimi, hinduskimi i arabskimi kupcami.
Historia Masorini, obok bramy wjazdowej Phalaborwa, sięga XIX wieku. Można tam zobaczyć prymitywne piece do wytopu żelaza. Wioska jest doskonałym dowodem, że afrykańska kultura była dobrze rozwinięta przed przybyciem białego człowieka. Kolejną historyczną ciekawostką dotyczącą Parku Krugera jest fakt, że Percy FitzPatrick, podróżnik i autor książki "Jock of the Bushveld", przejeżdżał tędy często w drodze do Delagoa Bay. Do dzisiaj pozostało tam wiele eksponatów po psie Staffordshire terrierze wabiącym się Jock.
Park Krugera jest jednym z pierwszych obszarów chronionych w świecie, chociaż ochrona przyrody nie było celem założyciela, Paula Krugera. W 1889 roku afrykańskie zwierzęta prawie całkowicie zostały zniszczone przez masowo przybywających myśliwych z Europy. W wielu miejscach zostało jeszcze trochę zwierząt, jednak w dniu dzisiejszym pogłowie jest dużo większe niż 150 lat temu. Myśliwi zaczęli domagać się od rządu rodzaju ochrony dla utrzymania pól łowieckich. W wyniku tego w 1897 roku powstał Sabi Game Reserve o powierzchni 2500 km², czyli około 1/10 dzisiejszego obszaru. W maju 1926 roku doszło do połączenia Sabie z sąsiednim rezerwatem Shingwedzi i wieloma prywatnymi farmami, tak powstał Park Narodowy Krugera. Udostępniono go turystom w rok później. Park Krugera stał się ważnym ośrodkiem badań naukowych i ochrony przyrody i do dzisiaj jest największą atrakcją dla miłośników zwierząt. Nazwany na cześć założyciela, prezydenta Republiki Południowoafrykańskiej – Paula Krugera.
lew
---

Darek Hencner, turysta, miłośnik wycieczek do Afryki

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Co warto zobaczyć w Gdańsku?


Co warto zobaczyć w Gdańsku?

Autorem artykułu jest Remigiusz

Artykuł zbierający informacje dla wszystkich tych, którzy nie byli jeszcze w Gdańsku - i nie wiedzą, czy się tutaj wybrać. Ciekawe informacje na temat Gdańska i jego atrakcyjności dla turystów. Zapraszam do lektury.
Gdańsk oferuje gościom mnóstwo niezwykłych zabytków do odwiedzenia, które mają własna historię. Pechowo dzisiaj przyjezdni wolą robić zdjęcia niż czytać o historii tych pięknych zabytków. Z tej racji w Gdańskim Centrum Informacji Turystycznej jest opcja oglądania ze słuchawkami w uszach. Co to oznacza? Oznacza to, że wolno wypożyczyć autoprzewodnik. Każdy z przyjezdnych pobiera mapę z zaznaczonymi zabytkami i gdy do nich dochodzi, może wysłuchiwać historii i ciekawostek związanych z owym miejscem. Dodatkowo istnieje znaczniej rozszerzona wersja dla prawdziwych pasjonatów historii.
Jeśli wspomina się o zabytkach miasta, to każdemu przypomina się momentalnie Starówka. Jest ona mieszana ogromnie często ze Starym Miastem. Starówka jest elementem dzielnicy Śródmieście i stanowi ścisły kompleks zabytkowy. To tu znajdują się główne zabytki miasta Gdańsk. Zalicza się do nich Bazylika Mariacka Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny, Złota Brama oraz Ratusz Głównego Miasta.
Poza tym charakterystyczną i niezwykle sławną drogą jest historyczna oś Drogi Królewskiej, na którą składa się ulica Długa i Długi Targ. Na komentarz jeszcze zasługuje Dwór Artusa, który był dawnym miejscem spotkań przedsiębiorców, a także Fontanna Neptuna. Jako że ta część miasta obfituje w zabytkową zabudowę, to można zobaczyć tutaj dodatkowo Wielką Zbrojownię, Dwór Bractwa Świętego Jerzego, Katownię z wieżą więzienną bądź Halę Targową.
Ponadto na tym terenie jest mnóstwo bram miejskich. Do najbardziej starych należy Brama Wyżynna, Złota, Zielona a także Żuraw. Można tu napomknąć również o Bramie Mariackiej, Chlebnickiej, Krowiej, św. Ducha i Straganiarskiej. Nie licząc zabytków o znaczeniu administracyjnym lub handlowym znajduje się tutaj wiele obiektów sakralnych i pięknych kamienic, które stawiali najzamożniejsi mieszczanie. Wyjątkowo sławna jest Złota Kamienica, ozdobiona pozłacanymi posągami i płaskorzeźbami, oraz Dom Angielski, który jako budynek renesansowy został uwieńczony czterema szczytami i wieżą z czubkiem.
Dodatkowo należałoby zobaczyć Dom Uphangena, Długi Targ 20, Dom Towarzystwa Przyrodniczego lub Dom Schlutera. W dodatku odnaleźć tu można liczne baszty. Cały ten zbiór zabytkowy leży na zachodnim wybrzeżu Motławy, za sprawą którego odwiedzający po nadmiarze historycznych faktów mogą się przejść nad jego brzegiem, podziwiając piękno budowli, a także przycumowanych statków.

 Jeżeli chodzi o Stare Miasto, to powinno się odwiedzić tu takie zabytki jak Ratusz Starego Miasta, Wielki Młyn a także Mały Młyn. Ponadto na uwagę zasługuje Dom Opatów Pelplińskich, budowla Poczty Polskiej oraz historyczny Dworzec Gdańsk Główny. Ciekawym miejscem jest również Dom Kaznodziejów a także Domek ryglowy. Oprócz zabytków stoją tutaj też zabytkowe pomniki. Można zakwalifikować do nich Pomnik Poległych Stoczniowców z 1970 roku, Pomnik króla Jana III Sobieskiego albo Pomnik Obrońców Poczty Polskiej. Ponadto na tym obszarze można wyszukać dużo budowli sakralnych, które olśniewają swoją konstrukcją. Nie zapominajmy też, że Gdańsk leży na Kaszubach.
Dodatkowo to dokładnie w Gdańsku zaczął istnieć największy oraz najnowszy port morski, noszący nazwę Portu Północnego. Dzięki czemu stolica województwa stała się ogromnym ośrodkiem przemysłu stoczniowego. Gdańsk to nie wyłącznie zabytki i snująca się dookoła nich przeszłość, ale także wielki ośrodek kulturalny. Dysponuje on teatrami, operą, filharmonią, a także muzeami. Wśród nich wskazane byłoby wyróżnić Muzeum Narodowe, a także Muzeum Bursztynu. Oprócz tego w mieście aktywnie rozrasta się nauka, dlatego też są tu liczne instytuty naukowe, a także parę wyższych uczelni.
---

Więcej informacji na temat Turystyki w Gdańsku, zdobędziesz na stronie http://gdanskturysty.pl/, na którą już teraz serdecznie zapraszamy.

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

W podróży ważna jest trasa i sposób zwiedzania, nie tylko docelowa atrakcja turystyczna


W podróży ważna jest trasa i sposób zwiedzania, nie tylko docelowa atrakcja turystyczna

Autorem artykułu jest Darek Hencner

Jechałem australijskim pociągiem Indian Pacific, później południowoafrykańskim Blue Train. Odkryłem, że w obu przypadkach nie liczą się atrakcje, jakie zobaczyłem, tylko sposób, w jaki zwiedzałem. W kolonialnym luksusie zwiedziłem Australię i RPA. Jeśli mógł bym wybrać ponownie, zdecydowanie wolę Blue Train w RPA. 
Indian Pacific jedzie z Perth do Sydney, Blue Train z Pretorii do Kapsztadu. Podstawowy rozkład jazdy tych pociągów jest zbliżony.
Podróżujemy przez suche, opuszczone tereny, obie trasy biegną w kierunku atrakcyjnych nadmorskich miast. Choć okolice są podobne, pociąg z RPA bije swojego australijskiego odpowiednika pod prawie każdym względem.
Indian Pacific prowadzony od 40 lat przez Great Southern Railroads, zatrzymuje się dwa razy w drodze do Adelaide, kiedy przemierza podbrzusze kontynentu australijskiego. Spora część tej podróży przecina Nullarbor Plain, ogromne, pozornie nieprzeniknione pustkowie. Pierwszym przystankiem w podróży jest zabytkowe miasto górnicze - Kalgoorlie, a drugim w miasto jednego konia - Cook, mała enklawa w środku niczego.
W swojej drodze przez zakurzone Karru, Blue Train zatrzymuje się w Kimberley - światowej sławy kopalni diamentów, lokalnie znanej jako "Big Hole", a następnie, w drodze powrotnej, w Matjiesfontein - cudownym wiktoriańskim kurorcie w sercu tego półpustynnego regionu.
Przewodnik turystyczny wydany przez Lonely Planet w Australii wyraża ciekawą przestrogę, w części dotyczącej podróży koleją czytamy: "dalekobieżną podróż koleją w Australii robisz tylko dlatego, bo naprawdę tego chcesz, nie dlatego, że jest to taniej lub wygodniej, a na pewno nie dlatego, że jest szybciej "
Jedną z głównych różnic między trasami Indian Pacific i Blue Train są przejechane odległości.
Kiedy miniemy Nullarbor, najdłuższy martwy prosty odcinek torów kolejowych na świecie wynosi 478 km, Indian Pacific jedzie jeszcze dwie noce (w sumie trzy dni i trzy noce), żeby pokryć odległość 4352 km. Blue Train przejeżdża około 1600 km, czyli mniej niż połowę trasy australijskiej, w ciągu zaledwie 27 godzin, więc tylko jedną noc spędzamy w pociągu, co moim zdaniem jest wystarczające. Blue Train szczyci się dłuższą historią i większym dziedzictwem niż jego kuzyn. Oryginalny pociąg południowoafrykański zaczął kursować w 1923, zwany najpierw Union Limited, gdy kraj był całkiem inny niż obecnie. W 1933 roku dodano luksusową jadalnię, a klimatyzowane wagony sześć lat później. Pociąg zmienił nazwę na Union Express i przewoził pasażerów z Johannesburga do statków w Kapsztadzie, zapewniając luksusową podróż. Po II wojnie światowej ekspres wznowił działalność jako Blue Train. Dzięki dodatkom, takimi jak platforma obserwacyjna, palarnia cygar, kuchnia i dźwiękoszczelne apartamenty z klimatyzacją, sportowe podwójne łóżka i wanny, nic dziwnego, że zasłynął jako pięciogwiazdkowy hotel na kółkach.
Ostatnia aktualizacja – forniry z drewna brzozowego i włoskie marmurowe łazienki dodają uczucia luksusu, romansu i unikalnego klimatu.
Po wyjeździe z Pretorii, Blue Train ma swój pierwszy postój w górniczym mieście Kimberley, słynnym z wybuchu gorączki diamentów w RPA. Pociąg przybędzie tu wczesnym wieczorem i jest wiele czasu, by zobaczyć spektakularną „Wielką Dziurę” i muzeum górnictwa, sytuowane blisko stacji kolejowej.
Z parą złotych orłów bielików zdobiącymi pociąg, Indian Pacific jest podzielony na trzy części, każda w różnych cenach i innym standardzie obsługi.
Czerwone wagony to najtańsza opcja, tylko z miejscami siedzącymi. W wagonach koloru złotego oferuje się górne i niższe piętrowe łóżka, podczas gdy platynowe wagony zapewniają komfort pięciogwiazdkowy. Indian Pacific rozpoczyna swoją podróż do Sydney, tocząc się przez Avon Valley, a następnie przecina jasnożółty pas pszenicy otaczający Perth. Około północy pociąg ma swój pierwszy przystanek w Kalgoorlie, powstałym dzięki odkryciu żyły złota. Obecnie znanym ze swoich 25 historycznych hoteli i pubów, z historią niektórych sięgającą roku 1895. Tutaj znajdziesz także najstarszy w Australii burdel, uważany teraz za atrakcję turystyczną.
Kopalnia odkrywkowa zwana przez miejscowych jako „Super Pit” ma w przybliżeniu 3.6 km długości, 1.6 km szerokości i 500 m głębokości.
Równina Nullarbor jest tak ogromna, że wielu turystów po prostu przyjeżdża tutaj, żeby tylko powiedzieć, że tu byli. Zwiedzanie pociągiem jest z pewnością najwygodniejszym sposobem, chociaż może dać mniej satysfakcji. Te bezkresne równiny pokryte zaroślami Mallee wywołują uczucie podobne do klaustrofobii. Dlatego szansa zejście na ląd około południa następnego dnia
jest tak mile widziana. To ulga oddychać świeżym powietrzem i chodzić po miasteczku Cook, chociaż jest ono w dość opłakanym stanie, na dużym białym pojemniku z blachy ktoś farbą napisał słowa: „choruj, nasz szpital potrzebuje pacjentów.” Mimo tego szpital już jest nieczynny.
Samotny kort tenisowy w pobliżu ma postrzępioną, spaloną słońcem siatkę.
Cook wygląda na opuszczony i zaniedbany, tymczasem w RPA, w miasteczku Matjiesfontein panuje miła atmosfera. Miasto wygląda na mieszkalne i przytulne. Kosztowało wiele wysiłku i pieniędzy, aby utrzymać tę wiktoriańską atmosferę. Historyczny hotel Lord Milner stał się miejscem samym w sobie. Jego skrzypiące wnętrza idealnie pasowały na wylegiwanie się poszukiwaczy złota, brytyjskich oficerów w czerwonych płaszczach, magnatów i kolonizatorów. Niestety, do Matjiesfontein docieramy we wczesnych godzinach rannych pociągiem Blue Train z Pretorii do Kapsztadu, więc tylko w drodze powrotnej pasażerowie mają szansę na bliższe doświadczenie lokalnej atmosfery. Dla turystów w drodze do Pretorii, Matjiesfontein prezentuje specjalny pokaz: klasyczny stary autobus z własnym, bardzo głośnym nawoływaczem jedzie przez miasto i zbiera pasażerów. Doskonała okazja do wyciągnięcia swoich aparatów fotograficznych i pozowania przed starymi budynkami w drodze do lokalnego pubu.
Świetne miejsce na trasie pociągu Indian Pacific to Adelajda. Choć samo miasto oferuje mnóstwo do zwiedzania, jedną z najbardziej popularnych wycieczek jest Wyspa Kangura.
W latach 1820 uznana była za jedno z najbardziej bezprawnych i awanturniczych miejsc w całym Imperium Brytyjskim. Dziś wyspa to doskonałe miejsce do poznania przyrody Australii. Lokalne potrawy, takie jak raki słodkowodne, czysty miód pszczeli, lokalne dżemy, sery i wina są warte spróbowania.
Dobrze jest dokonać rezerwacji miejsc kilka dni wcześniej, ponieważ zajmuje trochę czasu, aby się tam dostać, warto też zatrzymać się na co najmniej jedną noc w zabytkowych domkach w Adelaide. Innym miejscem w drodze do Sydney wartym zobaczenia jest Broken Hill – jak sama nazwa wskazuje, cieszy się to miejsce bogatą historią. W Melbourne, jednym z najbardziej popularnych i wygodnych miast do życia, wskazany jest dwudniowy odpoczynek i zwiedzenie malowniczego 12 Apostołów, w odległości około 275 km od miasta, wzdłuż drogi Great Ocean. Dalej pociąg toczy się przez najbardziej urodzajne pola w Australii, zakończone malowniczymi Górami Błękitnymi, zanim ostatecznie dojedziemy do Sydney.
Blue Train w podobny sposób mija wspaniałe widoki przed Kapsztadem. Przejeżdża wieloma tunelami, zajmuje około 15 minut, żeby przejechać przez gigantyczną piramidę skalną. Zbliżając się do Hex River Valley, strzeliste góry składane prezentują swoje szczyty. Szczególnie jesienią winnice ożywiają krajobrazy. W okolicy Worcester serwowane jest śniadanie i musi to być jedno z najbardziej obfitych w świecie.
Stacja kolejowa w Kapsztadzie jest w odległości krótkiego spaceru od bulwaru Wiktorii i Alfreda, jednej z najruchliwszych atrakcji turystycznych w RPA. Położony między Górą Stołową i Robben Island port oceaniczny będzie doskonałym miejscem do rozpoczęcia poznawania Kapsztadu. Robben Island z pewnością może konkurować z Kangaroo Island pod względem dziedzictwa i spotykanych bestii. Rejs statkiem oferuje szansę na zobaczenie płetwala błękitnego, delfinów i uchatek.
Który z pociągów jest bardziej imponujący, oferując podróżnym lepsze doświadczenia? Cóż, główna różnica między Blue Train i Indian Pacific to luksus podróżowania.
Blue Train oferuje komfort od głów do stóp, jakiego nie jest w stanie dostarczyć jego australijski odpowiednik. Indian Pacific jest idealnym sposobem, aby przejechać przez odległe terytorium Australii w sympatycznym tempie, ale jest bardzo czasochłonny z przeważnie monotonnym krajobrazem.
Moim zdaniem, Blue Train wygrywa w praktycznie każdym punkcie: wnętrza wagonów, obsługa gości i sceniczne przystanki i kuchnia. Scenerie przed Kapsztadem dodają dodatkowej wartości.
---

Darek Hencner, turysta, miłośnik wycieczek do Afryki

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl